WOJCIECH SAWICKI

www.sawicki.cc

DO AUTORÓW  I  WYDAWCÓW  KALENDARZY

(materiał przygotowany na Wystawę Kalendarzy Vidical ’09)

Nazywam się Wojciech Sawicki. Z moim nazwiskiem w metryczkach wydrukowano przez ponad 50 lat ponad 150 milionów egzemplarzy kalendarzy biurowych i kieszonkowych (w tym TENO, TIK, Ewa wielu różnych wydawców), a i dwukrotnie triumfowałem w konkursach na najładniejszy kalendarz roku. Myślę, że mam prawo, a nawet i obowiązek, podzielić się swoimi uwagami, szczególnie z Wydawcami i Twórcami tych pięknych dzieł, które tu oglądamy na Wystawie Kalendarzy Vidical ’09, tym bardziej że moje spostrzeżenia nie zawsze są pozytywne. Są pewne granice nawet w działalności artystycznej, które wymagają określenia, i w zakresie projektowania kalendarzy właśnie postarałem się to opisać. Może niektórzy przyjmą to jako wymądrzanie się, ale wiele osób uzna to za pożyteczne.


 Problem można zdefiniować następująco:

W kalendarzach dominuje grafika, zapomina się o użyteczności, nieraz nawet
o
czytelności, a często spotykane są niczym nieuzasadnione i niedopuszczalne
rozbieżności i odchyłki od ugruntowanych standardów.


Moje słowa to nie chęć narzucenia czegoś, ale troska o ludzi stosujących te kalendarze.

ROK

Na każdej stronie kalendarza ściennego, biurowego, kieszonkowego itp. musi być podany ROK w całości lub ze skrótem dwucyfrowym, ewentualnie poprzedzony apostrofem. Nietaktem z mojej strony byłoby uzasadnianie tego wymogu. Na Wystawie doliczyłem się 13 takich kalendarzy, w których autorzy zapomnieli o roku.

TYDZIEŃ

Tydzień zaczyna się od poniedziałku. Określają to normy kilku krajów – polskiej tu brak, a zwyczaj ten wprowadzono u nas na polecenie Cenzury dopiero w latach 60. Dawniej (i przed wojną), zgodnie z nauką Kościoła i liturgią, tydzień zaczynał się od niedzieli (odpoczynek siódmego dnia Pana Boga akurat tu nie ma zastosowania). Jeśli jednak projektujemy taki kalendarz, to pamiętajmy, że będzie to właśnie kalendarz liturgiczny i musimy w nim imiona podać według liturgii, a nie polskiej tradycji imieninowej. Inaczej będzie to pomieszanie z poplątaniem. I tak np. Jadwigi powinno być 16, a nie 15 października, a Elżbiety 17, a nie 19 listopada. Dotyczy to kilkudziesięciu popularnych imion: Macieja, Małgorzaty, Teresy, Moniki, Stefana itd. i głównie wynika z przesunięć dokonywanych przez papieży, nawet w wielu wypadkach wprowadzonych przez Jana Pawła II, a wiąże się z korektami w kulcie świętych.

     Dysponuję takimi niewłaściwymi przykładami kalendarzy „katolicko-świeckich”, ale ich wydawców nie chcę ośmieszać. Może trudno w to uwierzyć, ale zmianę tą, to jest przeniesienie niedziel na koniec tygodnia, w moim kalendarzu TENO, najpopularniejszym przed laty kalendarzu biurowym, wprowadzono dopiero w 1970r.

TYDZIEŃ Nr 1

Zgodnie z normą to ten, w którym są minimum 4 dni. W roku bieżącym nie ma z tym problemu, ale z całą pewnością będzie to za rok. Uwaga, ostrzegam, tak było w 1999 r., który (również tak jak i przyszły), zaczynał się w piątek i co trzeci kalendarz miał niewłaściwą numerację tygodnia. Dla artysty jest to może bez znaczenia, ale dbajmy o ład i porządek, więc proszę pracowników działów marketingu, przez których ręce proces wydawniczy przechodzi, zwróćcie na to uwagę.

DZIEŃ

Dzień podawany w kalendarzu w skrócie, winien być zapisywany w ujednoliconym ugruntowanym tradycyjnym nazewnictwie. Gdy stosujemy skróty dwuliterowe to nie wprowadzajmy zaburzenia graficznego dla Czwartku, pisząc trzyliterowo Czw. Na Wystawie jest 6 takich kalendarzy, które obok dwuliterowych skrótów wprowadziły Pon, a w jednym figuruje Niedz.

Dni tygodnia, gdy używamy kodów dwuliterowych to: Pn, Wt, Śr, Cz, Pt, So i N. Dla Niedzieli przyjęło się od najdawniejszych lat używać jednej dużej litery, co stwarza przejrzystość grafiki. Trudno zrozumieć, dlaczego nagle od kilku lat niektórzy wprowadzili skrót Nd (Narodowa Demokracja), czy też Ni (Nikiel), Na (Sód), a nawet Nie, chyba że będzie to kalendarz Pana Urbana. Był też w kilku polskich kalendarzach zamiast litery N żartobliwie zamieszczony rysunek Słońca, no bo Sunday oznacza właśnie dzień słoneczny. Jako niewłaściwe uważam też „nowatorskie” Po, Pi, Pk, Sb (Służba Bezpieczeństwa), Sa (Spółka akcyjna).

     Dysponuję w swojej kolekcji wszystkimi takimi przykładami. O przedziwnych skrótach trzyliterowych nie będę mówić.

ŚWIĘTA

Nie zakrywajmy nimi imion.  I miejmy szacunek dla solenizantów, a nie Cenzury, która przez laty kazała nam to robić. 1 Maja nie mogło być Józefa Rzemieślnika, bo nam wmawiano, że Święto Pracy nie ma nic wspólnego z tym dniem świętego patrona robotników, 22 Lipca nie mogło być Marii Magdaleny, bo to zbyt święte, a 1 Stycznia – Marii, bo kościół dodał ją tu w 1966 roku z okazji roku Maryjnego. Podkreślam, że nie są to w tym dniu tradycyjne imieniny dla Marii i bez sensu podawanie jest tu jej imienia, chyba że mamy kalendarz liturgiczny. Przed laty zaproponowałem 1 Stycznia, obok Mieczysława, imieniny Mieszka, którego nigdy nie było w żadnym kalendarzu, a które to imię zostało zupełnie sztucznie przez Długosza zastąpione właśnie Mieczysławem, bo uważał on, ze jest ono niegodne dla pierwszego władcy Polski. Szkoda, że bywa ono „zakrywane” Nowym Rokiem. Problem dotyczy również świąt ruchomych i dni okolicznościowych.

     Przeszliśmy więc do sprawy imion. Ale tu proszę o chwilę cierpliwości.

PROBLEM IMION

Mając w latach 1960–1970 prawie monopol na autorstwo kalendarzy, dla solenizantów zrobiłem ogromnie dużo, a wobec nakładów dochodzących do 10 milionów rocznie, wprowadzane zmiany się upowszechniły. Rozszerzyłem niezmiernie ubogi, zastały przedwojenny zbiór imion, dodając ponad 70 imion nowych. Dziś już nikt nie uwierzy, że w kalendarzach nie było np. Lecha, Bogdana, Sobiesława, Bartosza, Klaudii, Dagmary, Wioletty. Wyrzucając np. 30 Marii, wprowadziłem Maję, Marylę, Mariolę, Maritę, Marlenę, Marynę, Marzannę, Marzenę. Zmiany te omawiano w popularnej rubryce krakowskiego Przekroju w Poczcie Imion i były przedmiotem ogromnej ankiety przeprowadzonej wśród solenizantów, a korekty imion świętych naszych patronów dyskutowane z Episkopatem. Zestaw imion podawany w kalendarzyku kieszonkowym TIK wydawanym przez Dom Książki, stanowił przez ponad 25 lat prawną podstawę ich nadawania przez Urzędy Stanu Cywilnego. W tym roku z dumą mogę się pochwalić 50-tym wydaniem tego mojego kalendarzyka.

    Co mamy dzisiaj? Nowi wydawcy, szczególnie Ci po 1990 roku, być może bojąc się o bezzasadne posądzenie o plagiat czy naruszenie praw autorskich (a miałem takie potwierdzenia), stosują odmienny niż powszechnie ugruntowany już wybór imion, najczęściej oparty o stare kalendarze i nie uwzględniający zmian posoborowych.

     – Rozumiem i popieram dodawanie nowych imion (oczywiście w granicach rozsądku).

     – Można z żalem przeboleć, i prawo tego nie zabrania, nie akceptowanie i pomijanie imion wprowadzonych przeze mnie przed nawet 30 laty, takich jak: Aneta, Ada, Angelika, Arletta czy Ronalda, dodanego trochę dla żartu i z sympatii, z przechytrzeniem cenzury,

     – lub też ewentualnie dodawanie, ale po co, dla nich dalszych, ale pojedynczych dat. A w niektórych kalendarzach są już trzy dalsze imieniny Mai (po co?), a moją datę, którą określiła Maja Berezowska na podstawie mitologii greckiej, usunięto. Violetta Villas też straciła monopol na swój dzień wybrany do kalendarza przez jej mamę.

     Najgorszy jest jednak problem z powrotem do dat drukowanych przed 50-laty po kilkanaście razy i celowo przeze mnie zlikwidowanych. Powracanie do nich znowu, nawet po 3 razy w tygodniu, zaśmieca kalendarz i dezorientuje solenizantów. Jest to godny ubolewania dowód nie rozumienia problemu kalendarza. Na rynku widziałem kalendarz, co ma 18 Wiktorów, w tym 5-ciu w maju, a nie ma Wiktorii. Nie dekorujmy kalendarza powtarzającymi się imionami w dniach. gdy nie ma dla nich tradycji imieninowej, bo ilość imion wcale nie podnosi atrakcyjności kalendarza. Wręcz przeciwnie, ośmiesza wydawcę!

NA KONIEC JESZCZE JEDEN APEL do projektantów i wydawców. Te kalendarze ścienne są piękne, cieszą, dekorują i reklamują, ale tak mało jest wśród nich kalendarzy jednocześnie użytkowych, dających możliwość zapisywania w nich spraw i terminów. Chodzi o miejsce na notatki. To piękne, nieodkryte jeszcze pole do popisu dla twórców i plastyków. Pomyślcie o takich formach i o kalendariach nie tylko estetycznych, ale i użytkowych.  Rozwiązań prowadzących do zwiększenia  przydatności kalendarza może być wiele. Przydatności, czyli kalendarza do używania, a nie tylko dekorującego ścianę czy w formie plakatu reklamującego jakąś firmę.


Wojciech Sawicki, Wilanów  5.2.2009 r.

(Tekst ten został zamieszczony w wydawnictwie albumowym Vidical 2009)

Tekst ten znajduje się także na stronie Pana Wojciecha (http://www.sawicki.cc/), na którą serdecznie zapraszamy. Na swojej stronie pan Sawicki porusza szerzej także kwestię imion w kalendarzach oraz ich występowania:
http://www.sawicki.cc/O%20imionach%20w%20kalendarzach.htmhttp://www.sawicki.cc/DATY%20IMIENIN.htm